niedziela, 22 stycznia 2017

03: Zły

 
Z dedykacją dla Naty 

   Uśmiech mojej mamy jest najlepszą nagrodą i aprobatą w tym momencie. I choć jestem naprawdę zła na całego tego krytyka, to cieszę się, że znowu widzę taki wyraz twarzy u Angie. Do tego to już drugi dzień z kolei. Widocznie euforia przysłoniła jej wszystkie negatywne myśli oraz fakt, że niedługo znowu będzie musiała wrócić do ośrodka.

   - Naprawdę zaprosiłaś mnie do swojej własnej restauracji? - mówię, gdy wstaje aby się ze mną przywitać. Wtedy jej twarz rozjaśnia jeszcze większy uśmiech, a ona bez ogródek się we mnie wtula. - Rozumiem, że chodzi o to, że dostaniemy darmową kawę? I ciastko? Ten sernik z rosą, oczywiście - mama zaczyna chichotać, a ja szczerzę gratuluję sobie w duchu. Ostatnimi czasy nie często widzę ją aż tak radosną.
   - Siadaj, Vilu - prosi, wskazując miejsce na przeciwko siebie, więc posłusznie je zajmuję. I dopiero teraz zauważam przed sobą kawałek mojego ukochanego ciasta i latte z bezcukrowym syropem czekoladowym. - Spokojnie, słodzone ksylitolem. Nie grozi ci - dorzuca, widząc moje zawahanie.
   I, nie, nie jestem anorektyczką ani nic w tym stylu. Nie wymuszam wymiocin, ani nie czuję wyrzutów sumienia po okruszku tego ciasta. Moja choroba po prostu wymaga ode mnie pewnych ograniczeń. Niestety.
   - Wiem kochanie, że zaraz zaczynasz swoją zmianę w przedszkolu, dlatego nie zajmę ci dużo czasu - mówiąc to, sięga do jakiejś różowej teczki, czym mocno mnie intryguje.
   - Coś się stało?
   - Nie, po prostu mam pewną propozycję - odkrawam kolejny kawałek miękkiego jak pianka ciasta, a blondynka zdenerwowana wstrzymuje oddech. - Ostatnio doskonale poszło ci w sprawie z tym krytykiem kulinarnym i pomyślałam... - nie, błagam! Nie wspominajmy o tym zadufanym w swoim własnym ego gburze, bo wyjdę nawet nie dojadając mojego sernika! - wiesz, ostatnio muszę podejmować się coraz większej ilości zabiegów terapeutycznych i chciałabym, żebyś na ten czas przejęła władzę nad Angel.
   Co? Nawet dla mnie to za dużo.
    - A twój mąż? - nie powiem, tak mnie zatkało, że ledwie wypowiadam te słowa. - Poza tym, ja mam pracę. Na dwa fronty nie pociągnę.
   - Viola, jesteś moją ostatnią deską ratunku - chwyta mnie za wolną rękę, przez co mięknie mi serce. - Błagam, zastanów się do końca tego tygodnia i daj mi znać. Oczywiście nie pogniewam się, jeżeli odmówisz.
   Jasne. Rodzice zawsze tak mówią, żeby zmusić swoje własne dzieci do ich woli. Super. Świetnie po prostu!
   Co ja mam zrobić w tej sytuacji?


Alex: Masz czas na lunch? Poproszę Kenzie, żeby przygotowała nam Twój ulubiony makaron z kurczakiem.
Ja: Dopiero zaczęłam zmianę.
Alex: Nie wyrwiesz się?
Ja: Jedna z dziewczyn choruje, więc muszę zasuwać dwa razy mocniej.
Ale Mack może nam zrobić ten makaron. Pewnie znowu nic nie tknę do powrotu do domu.
A tak w ogóle, to co z nią robisz o tej porze?

    - Violetta! - wzdrygam się i szybko chowam telefon do kieszeni moich spodni. Wiem, że nie powinnam go wyciągać w pracy, ale to znowu było ode mnie silniejsze. Cóż, bywa i tak. - Skończ kłaść dzieciaki i idź do biura. Ktoś tam czeka z dzieckiem, które planujemy przyjąć do twojej grupy - oznajmia mi pani Collen, więc grzecznie kiwam głową, przyjmując to wszystko do wiadomości. Kończę nakrywać ostatnie śpiące dziecko, po czym cichutko opuszczam salkę i udaję się do sąsiadującego z nią biura, po drodze sprawdzając czy Alex nie przysłał mi czegoś jeszcze.
  I możecie sądzić sobie o mnie co chcecie, ale naprawdę jestem niezdarą.
  Drzwi od biura jak zwykle są otwarte, więc nie rejestruję momentu przejścia przez nie, dopóki nie potykam się o framugę. Nogi momentalnie mi miękną, a ja z cudem przytrzymuję się wieszaka, który pada na podłogę wraz z kurtkami które na nim wisiały. Momentalnie czerwienieję, podnosząc powoli wzrok.
  Kurczę.
  Wdech, wydech.
  Nie.
  Mam zwidy?
  Może jednak upadłam na głowę?
  - Widzę, że pani uwielbia potykać się o własne nogi - śmieje się, a w jego ślady idzie dziewczynka stojąca u jego boku.
  - Nie upadłam - protestuję, poprawiając przewrócony przedmiot. - I proszę siadać, poradzę sobie - dodaję, wskazując im wolne miejsca. Sama szybko opanowuję przyśpieszony oddech i zajmuję swoje miejsce za biurkiem.
   Córka tego gbura jest śliczna; ma blond włoski upięte w wymyślne warkoczyki, a jej ubranko wygląda jak od najlepszego projektanta. Zresztą, jej ojciec wcale nie wygląda gorzej w bordowym swetrze i czarnych spodniach skrojonych na miarę.
  - Na pewno dobrze się pani czuje? - jego głos wyrywa mnie z przypatrywania się dziewczynce, która wprost pożera wzrokiem cukierki stojące na brzegu mojego biurka. Sięga nawet po nie rączką, ale szybko sama się za to karci.
   - Weź, jeżeli masz ochotę - mówię, ignorując pytanie jej ojca. Podsuwam bliżej niej miseczkę, a ta dalej trwa w transie, lecz tym razem zezuje na Verdas'a. - Twój tato chyba nie ma nic przeciwko?
   - Nie jestem jej ojcem - burczy w moją stronę. - Poza tym, Callie nie je cukierków.
   - Spokojnie, te są bez cukru. Sama mam z nim pewne problemy - chcąc być dla niego miła, posyłam mu perlisty uśmiech. W końcu jest z nami dziecko, prawda?
   Ale on go nie odwzajemnia, tylko w zamyśleniu drapie się po żuchwie, ciągle mi się przyglądając.
   Okej, boję się go.
   Bardzo.
   - Skoro nie jest pan ojcem Callie, to... - podnoszę delikatnie brwi, chcąc kompletnie zmienić temat.
   - Spokojnie, jestem opiekunem prawnym małej. Nie będzie pani miała problemów, jeżeli to ja podpiszę wszystkie papiery - jego głos jest ostry i stanowczy. Zupełnie różni się od jego szyderczego tonu i słów, którymi obrzucał mnie w czasie bankietu.
   Okej.
   Ten facet jest dziwny.
   I. Bardzo. Z ł y.
   - To może porozmawiamy o przyjęciu małej do mojej grupy?

*
    Wiem o mojej partnerce wszystko.
    Znam datę jej urodzin, ulubioną potrawę, ulubiony kolor, nawet wiem o każdej alergii.
    Dobra, poprawka. Ja o niej w i e d z i a ł e m wszystko. Aż do dziś. 
    Co ona sobie myślała ukrywając tyle miesięcy (całe dwa) powód swoich humorków, nieokiełznanego niekiedy apetytu i złego samopoczucia? 
    Teraz też nie mówi mi tego wprost. Dowiaduję się tego zupełnie przez przypadek; wracając wcześniej do mieszkania.
    - Madd? - gwałtownie odwraca się w moją stronę, a komórka wysuwa jej się z ręki. Oczy kobiety momentalnie wypełniają łzy, gdy do niej podchodzę.
    - León, błagam - zakrywa usta dłońmi i zaczyna szlochać. - Posłuchaj, ja naprawdę chciałam ci powiedzieć.
    - To dlaczego ukrywałaś przede mną to aż dwa miesiące? - dobra, teraz naprawdę się na nią wkurzyłem. Na chwilkę zapominam nawet, że jest w tej cholernej ciąży.
    - Bałam się, okej? - co? Ona się BAŁA?! - Nie wiedziałam jak na wieść o tym zareagujesz. Sam mi mówiłeś, że nie chcesz mieć dzieci, że boisz się zostać dla nich takim samym ojcem jakim był George... - tym zdaniem przekroczyła wszelkie granice. I ona to wie. Ona to zauważa, bo momentalnie wycofuje się i siada na skraju łóżka.
   - Cholera! - wrzeszczę, splatając dłonie na karku. - Przecież wiesz, że cię nie zostawię.
   - Od tego co przeżyłeś nie uciekniesz.
  Ma rację. Znowu.
  Mogę to w sobie jedynie tłumić i zrobić wszystko, żeby dla własnego dziecka nie być takim bydlakiem jakim był ten ktoś z mojego życia.
  Ale to przeszłość.
  A nas czeka przyszłość.
  Mnie, Maddie i to coś w jej brzuszku w tworzeniu czego uczestniczyłem.
  Nasze dziecko.
  - Przepraszam, że tak zareagowałem - w końcu dotykam jej ramienia. Lekko drży pod wpływem mojego dotyku, ale w końcu wstaje i przytula się polikiem do mojego torsu. - Będę się starać, Madd. Dla nas i dla naszego dziecka.
  - Kocham cię - podnosi na mnie oczy, ale ja tylko trwam w milczeniu, dokładnie się w nich zatracając.

   - Kiedy zamierzasz komukolwiek powiedzieć? - pytam nagle, a brunetka momentalnie spina się i przestaje jeść przygotowaną przez kucharzy z Angel kolację.
  Tak, polubiłem ten lokal.
  I wcale nie przyszedłem tu z nadzieją dokopania jeszcze bardziej gustowi - a raczej jego kompletnemu braku - Castillo.
   - Powoli - uśmiecha się nerwowo i upija łyka swojej wody.
  Robię to samo, tylko z winem.
  Ona dziś prowadzi; i tak nie może pić.
   - Chciałabyś poznać płeć? - moje pytania wyraźnie ją onieśmielają. Cóż, tylko ja tak mogę. - Bo wiesz, słyszałem, że w którymś miesiącu na badaniu można to ustalić.
   - Wolałabym, żeby to była niespodzianka - odpowiada lekko zawstydzona i wkłada kolejną porcję wołowiny do ust.
  Jest tak kusząca.
  - Właściwie to do którego miesiąca ciąży można się kochać? - brawo, teraz twoja kobieta prawie się krztusi.
  Ups.
  Nie moja wina, że ma na sobie czerwoną sukienkę.
  I szpilki.
  I bieliznę.
  - Zboczeniec - kwituje i teraz jej poliki też są czerwone. - Ale jutro mam wizytę, więc się upewnię.
  - Cudownie - pozwalamy moim słowom wybrzmieć i powracamy do posiłków.
 Kończę swoją porcję, po czym sięgam po kieliszek wina, lecz mój wzrok zatrzymuje się na jednej z szyb. Za nią dostrzegam Violettę.
  Wcale nie wygląda jak przygłup.
  Jest urocza.
  Naturalna w tym swoim lekko rozwalonym koczku i lekkiej sukience w kwiatki.
  Kurczę, czy ta dziewczyna nie mogła się tak od razu ubrać?
  I kurczę, bo nie powinienem zwracać uwagi na jej fatalny styl. Ani czerpać przyjemności z dokopywania jej.
  - O czym myślisz? - nagle aksamitny głos Maddie wyrywa mnie z przemyśleń. Wsuwa się gładko do moich uszu i elektryzuje całe ciało.
  - O niczym ważnym.
   Bo taka jest prawda.
   Ta dziewczyna jest nikim w moich oczach. Totalnym zerem, któro nawet nie umie utrzymać się na własnych chudych nóżkach.

//**//**//
Dopiero zaczęła się historia, a León już ma dziecko w drodze :-D
Boom.
Takie zaskoczenie z mojej strony.
Proszę nie być na mnie na razie złym, ponieważ ja już mam chytry plan na związek i V i Leóna, tak więc wystarczy troszkę cierpliwości moi mili :-D
Na razie oboje są szczęśliwi, a więc niech tak do czasu pozostanie.
W końcu i tak będą razem, prawda?

Dobra, pogadała trochę.
Jakoś nie mam weny się dzisiaj rozpisywać, więc jest krótko i na temat :-*
Cieszę się, że historia spotkała się z takim pozytywnym odzewem i mam nadzieję, że będzie tu Was przybywać coraz więcej.
Ja na razie staram się być systematyczna.
Cóż, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Buziaki.
I tym co zaczynają i mają ferie życzę miłego wypoczynku.

Blake x

34 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Witam.
      Rozdział jest super.
      Leon ma dziecko...
      A raczej będzie je miał.
      Coś mi nie pasuje... Ciekawe, czy to dziecko w ogóle jest Leona...
      "Ta dziewczyna jest nikim w moich oczach. Totalnym zerem, które nawet nie umie utrzymać się na własnych chudych nóżkach." Ale milutki...
      Ciekawe kim jest dla Leona ta dziewczynka.
      Super.
      Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.

      Pozdrawiam
      Miss Blueberry

      Usuń
  2. Perełka.
    Masz wielki talent.👏
    Mam nadzieję, że ta ciąża to pomyłka.
    Alboo? To nie jest dziecko Leosia?
    Kim jest dla Leona ta dziewczynka?
    Asia Blanco

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Brawa dla mnie!
      Wracam bardzo szybko.
      Prawie miesiąc po dodaniu rozdziału.
      Nie mam nic na swoje wytłumaczenie, a to, że częściej byłam na Wattpad, wcale nie jest wytłumaczeniem.

      Cudowny!

      Leon będzie tatusiem.
      Czy aby na pewno? Ah ja wszędzie węsze podstęp 😂
      To tak jakby taka obrona przed tym żeby główny bohater nie mial żadnej innej rodziny prócz głównej bohaterki jako jego żony w przyszłości.
      Trochę zagmatwane 😂

      Bardzo podoba mi się ta historia, a to dopiero trzeci rozdział!

      Do następnego!

      Maddy ❤

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że to nie jest jego dziecko
    Ale rozdział świetny.😍😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Czemu Leon to taka wredota?
    Nie lubię go tutaj.
    BARDZO GO NIE LUBIĘ.
    I jeszcze będzie miał dziecko...
    Znaczy jego laska będzie miała, bo nie ma pewności, że to jego dziecko heh.
    Totalne zero w twoich oczach?
    Powtórz to za kilka miesięcy, idioto 8)
    Czekam aż Violka jakoś dokopie Leonowi 8)
    Temu typowi należy się walnięcie w krocze <3
    Super rozdział :D
    Czekam <3!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Sama nie wierzę w to, że komentuję ten rozdział ponad miesiąc po dodaniu go. To półrocze tak zamąciło w głowie, że byłam pewna, iż już skomentowałam to cudeńko :C
      Najwidoczniej się pomyliłam.
      Przepraszam cię Natalia, że wracam z takim opóźnieniem. Coraz bardziej pragnę żeby te wakacje 5 razy szybciej wróciły.
      Hej Natalio, co tam u ciebie? Wszystko w porządku? ;*

      León to taki walnięty idiota, że w niektórych sytuacjach zaczynam lubić bardziej niż jego. Rozumiem, że może się komuś coś nie podobać, ale to jeszcze nie oznacza, że ma poniżać i oceniać Violettę, skoro jej nie zna. A to jak ona się ubiera, jest wyłącznie jej sprawą.
      Na początku myślałam że to fajny gość, ale po tych jego słowach o niej, że jest totalnym zerem stwierdziłam, że on się chyba nie chamuje. Chciałabym żeby Fiolka się tak extra wystroiła, wymalowała, a jemu wtedy szczęka opadłaby na dół. Ciekawe co powiedziałby wtedy.
      Jakieś sytuację z przeszłości? Może dlatego jest taki wredny?
      Jego dziewczyna w ciąży? Okej, okej tego bym się najmniej spodziewała. Nieźle mnie zaskoczyłaś.

      Czas poczekać na kolejne wydarzenia i rozdziały! Zobaczymy, jak ta akcja się potoczy.
      Dużo weny ci życzę :*

      Pozdrawiam :)
      Wiktoria.

      Usuń
  8. Hejka. W miarę jak czytałam moje oczy robiły się jak pięciozłotówki, a usta układały się w charakterystyczne OOOOOOO. Super rozdział, mam wrażenie, że tyle się będzie działo, a nie ukrywam, że to lubię najbardziej. Sama zastanawiam się od kilku dni kogo bytu we własnym opowiadaniu uśmiercić, gdyż mam na to nieodpartą chęć :) Więc jeśli dalej tak będziesz podgrzewać atmosferę będzie superowo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy to na pewno jego dziecko? :/ Coś mi nie pasuje :( Lecz i tak rozdział cud! :D Zapraszam też do mnie :D Dopiero zaczynam http://martinatinistoesselfunclubpoland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej hej 💖
    Rozdział super duper. Nie chciałam wcześniej komentować, bo to ciągle przypominało mi o tym, że sama musze napisać post, kiedy dookoła tak dużo innych prac (kill me chodzi o chemie).

    Leon przychodzi z dziecuszkiem i będzie mieć jakieś bejbi! Hmmm, dużo tego haha
    I kurcze bele, dlaczego wszystkie te dzieci muszą być takie słodkie. Tu się zawiodłam. Ciągle słodkie jasnowłose dziewczynki.
    #NataliaMówiCoJąBoli #NobodyCares

    I wgl czemu Leon znowu jest nerwusem, hmmm?
    Kurcze, wybacz za moje dzisiejsze głupie uwagi, chyba przez chodzenie do liceum robię się jakaś nerwowa lol. Mało snu. Może to jakieś pms czy inne badziewie.

    Mimo że to może się tak wydaje że mi czasem coś nie odpowiada, to jednak lubię bardzo wracać tutaj i czytać. Blog jest taką dobrą książką, którą czytasz, gdy chcesz się wyluzować 👼
    A, no i dziękuję za to wyróżnienie na górze. Jest mi bardzo miło ^^

    Zrąbałam trochę tym komem, ale wiesz - dystans. Kluczowe słowo 😉 (z serii "jak zręcznie się wymigać")
    Przesyłam pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. lol nie zdążyłam poprzedniego skomentować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heii! wracam jeszcze dopóki pamiętam dokładnie o czym był ten rozdział hahha.
      odkąd wyszło na jaw, że maddie jest w ciąży, modlę się, żeby to nie było dziecko leona jejku, nie przeżyłabym tego. mam nadzieję, że mimo cudnego love story między nimi ona jednak skoczyła w bok.
      i tbh bardzo zastanawia mnie czy mama violetty jest emocjonalnym popaprańcem oraz czy sama vilu ma zaburzenia odżywiania czy to jednak tylko cukrzyca.
      no i przepraszam, ale narzeknę sobie - za mało alexa (samego bez violetty i nagiego w moim łóżku ale shhh).

      tak w ogóle to ja zaczynam oficjalnie ferie w przyszłym tygodniu więc cudnie. mam nadzieję, że jeśli ty też będziesz miała teraz ferie (lub już je miałaś) to spędzisz/spędziłaś je... dobrze? idk lol
      w każdym razie czekam na następny rozdział!!

      buziak, leah

      Usuń
  12. to jest świetne


    i tyle w temacie
    /ja

    OdpowiedzUsuń
  13. wrócę później pyś, a jeśli nie to skomentuje następny!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Odpowiedzi
    1. hejka misiu ❤

      Wracam po prawie dwóch miesiącach, ale mam nadzieję, że się nie gniewasz. Muszę przyznać, że chociaż nadrobiłam historię, to i tak trudno zabrać mi się za komentarz. Dlatego jeśli będzie on średniej jakości to bardzo przepraszam, ale cały czas staram się wrócić do tej rutyny bloggerowej (?)

      Nie miałam jeszcze okazji wypowiedzieć się na temat postaci, które występują w nowym opowiadaniu, dlatego zrobię to teraz.

      Alex to postać, do której początkowo byłam uprzedzona, przyznaję się. Jestem zwolenniczką Leonetty od samego początku, dlatego też nie polubiłam go.

      Przez dosyć spory czas po przeczytaniu tego rozdziału zastanawiałam się w jaki sposób dwa tak stabilne związki mogą w niedalekiej przyszłości rozpaść się, na rzecz innej osoby. Pozwoliłam sobie przeczytać powyższy komentarz Ady i ja też mam nadzieję, że Maddie 'skończyła w bok' haha.

      Leon jako krytyk kulinarny wypada świetnie, serio. Początkowo szydzący z Violetty, ale uważam że on po prostu lubi się z nią droczyć. Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach ich relacja się rozwinie, choćby pod postacią zwykłej znajomości.

      Kochana, no i mam nadzieję, że niedługo pojawi się nowy rozdział.

      Love, Kicia ❤

      Usuń
  15. Cześć!
    Jak zwykle przybywam z opóźnieniem, ale mam nadzieję, że mi to wybaczysz.
    Rozdział jest naprawdę dobrze napisany i widać, że masz wielki talent. Mam tylko małą uwagę... Akcja tego rozdziału wydaje mi się być bardzo szybka, jakbyś chciała przekazać wszystko w najmniejszej ilości słów. Nie jest to złe, gdzież by, aczkolwiek ciężko odnaleźć się w sytuacji, która następuje.
    A co do samej treści to niezłe mnie zaskoczyłaś! Verdas w roli ojca? I to na początku historii... Coś czuję, że jeszcze nie raz nas zaskoczysz jakimś ciekawym wątkiem.
    Życzę Ci mnóstwo weny i czasu na pisanie.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia,
    Shoshano

    OdpowiedzUsuń
  16. Heyy...
    Jestem tu pierwszy raz i..
    Wow😲👏
    Jestem pod wielkim wrażeniem!
    Dziewczyno piszesz cudownie!
    Heh...
    Mam nadzieje że to dziecko Leona to jakiś żart...?
    Co nie?
    Jak to powiedziała Olga w... którymś tam odcinku xD
    "Kto się czubi ten się lubi..."
    Ta końcówka gdy Verdas zobaczył Vils...
    Urocza?
    Jej... dopiero śmiał się z jej kapci a teraz urocza...
    Pff... dupek...
    Chociaż słodki dupek...
    Czekam na next
    Ale i tak przychodzę późno bo ten rozdział był dodany... miesiąc temu?!

    Tila

    OdpowiedzUsuń
  17. Zajmuję!
    Postaram się wrócić jeszcze dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :*
      Miałam cichą nadzieję, że jednak zajęłam sobie miejsce, ale widzę, że od dobrych kilku miesięcy mnie tutaj nie było i zostałam na szarym końcu. Jednak w końcu tutaj jestem, korzystając z końca weekendu i okropnej pogody, która zmusza mnie do siedzenia w domu.

      Będąc na bieżąco z nową historią mogę bez wahania powiedzieć, że jest ona fenomenalna. Podoba mi się ustawienie głównych bohaterów na konkretnych stanowiskach społecznych, a szczególnie Leon Verdas w roli ojca, niesłychane. Jego narzeczona nie do końca mi się podoba, co jest wynikiem ciąży. Cały czas mam nadzieję, że to nie jest dziecko Leona lub tej ciąży w ogóle nie ma. Obyśmy przekonali się o tym już niedługo. I muszę przyznać, że uwielbiam, gdy Verdas dogryza i dokucza Violettcie, ona wydaje się wtedy taka bezbronna i urocza..

      Wiem, że wszyscy naciskają na Ciebie, abyś dodała rozdział, ale moja rada jest jedna - nie spiesz się. Z własnego doświadczenia wiem, że szkoła pochłania (za)dużo czasu i energii. Zgaduję, że każdą wolną chwilę poświęcasz na naukę, a weekendy na wyjścia ze znajomymi i odpoczynek, bo kiedy indziej nie masz na to czasu. A blog? Racja - od paru miesięcy świeci pustkami, ale Ci którzy naprawdę przywiązali się do Ciebie i tej historii, będą tutaj nadal, czekając na rozdział, czy jakąkolwiek wiadomość.

      Całusy, Fallone.

      Usuń
  18. Cudo! Dopiero odkryłam bloga ^^ Nawiedzam dziś wszystkie zakądki o Leonettcie :D Kiedy next?

    Wbij do mnie:

    Lajonettamiloscnazawsze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam witam!
    No ciekawe czy mnie tu jeszcze pamiętasz droga imienniczko... :D
    Wróciłam tu po długiej przerwie od bloggera. Stwierdziłam ze powrócę do twojego opowiadania z 2015.r ponownie napłynęła mnie fala uśmiechu i takiej... pelnosci? Juz ładne 2 lata minęły...

    Co do rozdziału to powiem Ci że zajebisty ♡
    Widzę ze talent to z Ciebie nie uchodzi bejbe 😂
    Leon juz dzieciaka spłodził i to jeszcze nie Violce! 😱
    Się porobiło...
    Leon niby taki wredny a jednak wzrok mu błądzi 😂
    Skąd ja to znam hahahaha

    Te opowiadanie to mi przydało do gustu Ci powiem i będę tu wracać tym razem częściej ♡
    Tylko ja tu patrze na datę a tu prawie 5 miesięcy Cię nie ma 😱
    Mam nadzieje że u Ciebie wszystko w porządku i że nic złego się nie wydarzyło...

    Z niecierpliwością będę czekać, i tym razem bez dłuższej przerwy wiernie czytać 💕
    Życzę Ci kochana dużo dużo weny 💓
    Natalia ♡

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudooo <3
    Zapraszam do siebie
    http://polaczenimiloscia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Żyjesz?
    Bardzo tęsknię za twoimi rozdziałami:(

    OdpowiedzUsuń
  22. Cześć, wszystko u ciebie w porządku? Dasz jakiś znak?

    OdpowiedzUsuń

Czytasz? - pozostaw po sobie ślad.
To mnie motywuje!