niedziela, 22 stycznia 2017

03: Zły

 
Z dedykacją dla Naty 

   Uśmiech mojej mamy jest najlepszą nagrodą i aprobatą w tym momencie. I choć jestem naprawdę zła na całego tego krytyka, to cieszę się, że znowu widzę taki wyraz twarzy u Angie. Do tego to już drugi dzień z kolei. Widocznie euforia przysłoniła jej wszystkie negatywne myśli oraz fakt, że niedługo znowu będzie musiała wrócić do ośrodka.

sobota, 14 stycznia 2017

02: Pantofle


Z dedykacją dla Victoria 

   Kiedy Alex podsuwa mi pod nos swój biały telefon, mam wrażenie że gruby sznur zaciska się na moim gardle. Oczy wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniu momentalnie lądują na mojej lekko skulonej sylwetce, a ręka bruneta opatula moje ramię.
   Przyznaję, że sama nie spodziewałam się aż tak szybkiego odzewu. Ostatniej nocy zrobiłam małe rozeznanie w terenie i jego opinie pojawiają się w prasie i internecie co najmniej tydzień po wizycie w danym lokalu. W moim przypadku jak zwykle wszystko musiało być inaczej. Wszystko mam już przed sobą, po niecałych dwóch dobach.
  - I? - dopiero głos zniecierpliwionej Katriny wybudza mnie z transu. Mrugam kilkakrotnie, aby tekst z powrotem stał się dla mnie jednolity i zaczynam po nim sunąć wzrokiem.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

01: Krytyk


Z dedykacją dla Maddy

   - Kurczę, Vilu! Jeśli zaraz nie usiądziesz, to przysięgam, że w końcu wyjdę z siebie i stanę obok! Jeżeli ty tego nie zrobisz pierwsza - głośne warknięcie blondynki stojącej na środku pokoju wprawia mnie w jeszcze większy trans. Coraz bardziej niecierpliwie zerkam za zasłonę wyczekując krytyka mającego ocenić restaurację mojej mamy. - Przecież to nawet nie jest twój lokal - dodaje, a ja gwałtownie staję w miejscu. Zaciskam mocniej ręce i zaczynam płytko oddychać, chcąc uchwycić dobrą aurę i pozbyć się zdenerwowania. Pamiętaj o samokontroli... bla, bla, bla.

sobota, 5 listopada 2016

35: Piernikowa latte



Z dedykacją dla Was

  Znacie to uczucie, kiedy wchodząc do własnego mieszkania zastajecie zupełnie nieproszone osoby na swojej własnej kanapie?
  Nie?
  A ja właśnie się z nim zaznajomiłam.
  Ostatnią osobą jakiej się u mnie spodziewałam jest szanowna Ludmiła Ferro. A tym bardziej mój ojciec.

niedziela, 14 sierpnia 2016

34: Góra cukru


 Z dedykacją dla Heidi 

  Nie wiem ile czasu minęło od mojego omdlenia. W końcu jednak powolnie otwieram oczy i z przerażeniem stwierdzam, że wcale nie znajduję się teraz w sterylnej, pachnącej środkami dezynfekującymi szpitalnej sali, a nade mną wcale nie pochyla się mój trochę nadopiekuńczy były chłopak.
  Siedzę na jakimś obitym w popękaną skórę starym krześle, wokół mnie są rekwizyty z jakiegoś taniego przedstawienia, a pochyla się nade mną Jack.

niedziela, 7 sierpnia 2016

33: Nie jesteśmy parą


Z dedykacją dla Tych, którzy tu jeszcze są

  Ciche skrzypnięcie paneli, którymi wyłożony jest balkon jest dopiero w stanie przywrócić mnie do świata żywych. Na łokciach podnoszę się do pozycji siedzącej, po czym ocieram oczy, aby z powrotem wyostrzyć sobie wzrok.
    - León? - szepczę, kiedy nie dostrzegam leżącego mężczyzny obok siebie. Powoli wstaję z niewygodnej podłogi, rozmasowując swoje obolałe plecy, aby choć trochę zminimalizować szkody ostatniej, niezwykle wzruszającej nocy.

wtorek, 5 lipca 2016

32: Maleńka


Z dedykacją dla Maddy 

  - Naprawdę Lu, przepraszam za spóźnienie - stojąc za jednym z filarów w domu Ludmiły mam wrażenie, że serce wyskoczy mi z piersi, a biała, dopasowana sukienka momentalnie robi się o kilka rozmiarów za ciasna. Obawa, że to wszystko się nie uda wzrasta, kiedy z korytarza słyszę głos Verdas'a.
  - Już miałem wrażenie, że postanowiłeś nawiać - chichocze uwodzicielsko Ludmiła.
  - Miałem nawał pracy, a poza tym byłem dzisiaj na spotkaniu z kimś, kto bardzo pomaga mi po zerwaniu z Vilu - jego słowa zawisają w powietrzu, a oni oboje milczą, pozwalając im doskonale wybrzmieć. Wstrzymuję na chwilkę oddech, czując piach pod powiekami. Już od początku tego dnia miałam przeczucie, że to wszystko będzie jedną, wielką klapą. I, jak zwykle nie pomyliłam się. Verdas na pewno nie będzie chciał ze mną przebywać po wszystkich naszych dotychczasowych kłótniach.
  - Mam nadzieję, że chociaż pocieszy cię to, że zaprosiłam dodatkowego gościa na kolację - zauważam, że blondyna posyła mi wymuszony uśmieszek, więc w końcu zbieram się w sobie i postanawiam wyjść z ukrycia. Biorę głęboki, uspokajający wdech, strzepując niewidzialny paproszek z mojej sukienki, po czym niepewnie występuję zza filara. León nawet nie spogląda w moją stronę, co postanawiam wykorzystać. Jak najszybciej pokonuję niewielką odległość, która dzieli nasze osoby. Jeszcze raz zbieram się w sobie, kładąc mu delikatnie rękę na ramieniu opiętym czarną koszulą.